Pracę w zawodzie belfra zaczęłam ponad 10 lat temu
- kiedy nauczycielowi było łatwiej (chyba!). Jedynka z zachowania była naprawdę skuteczną karą.
Wszyscy uczniowie bali się też powiadomienia rodziców o ich złym zachowaniu.
Łatwiej więc było osiągnąć ciszę na lekcji i skupić się na nauczaniu. Dziś jest inaczej,
ale nie zamierzam narzekać tu na los nauczyciela.
Bezrobocie wśród rodziców, problemy finansowe,
niepewność jutra, agresja w mediach - wszystko to negatywnie odbija się na młodym pokoleniu.
Stawiamy sobie pytanie, czy kiedy mój syn skończy studia, dostanie pracę? Czy moja córka,
znająca dwa języki i sprawnie posługująca się komputerem, będzie zmuszona wyjechać "na Zachód"
" za chlebem" ? Towarzyszy nam lęk - ciągły lęk o jutro. Swoje żale przelewamy na dzieci.
Często uczniowie nie radzą sobie z trudną sytuacją w domu rodzinnym.
Niektórzy rodzice wywierają obłędną presję na dzieci, by zmusić je do zdobywania wciąż większej wiedzy,
inne zaś rodziny przejawiają całkowity brak czasu dla własnych pociech.
W każdej klasie znajdzie się uczeń, którego sytuacja lub oczekiwania dorosłych przerastają.
Takie dzieci nie dają sobie rady z sobą, buntują się,
a negatywne emocje kierują w stronę kolegów i nauczycieli. Obserwujemy to na co dzień w szkole.
Często stajemy bezradni wobec różnych zachowań.
Staramy się reagować, lecz nie przynosi to oczekiwanego skutku. Wpadamy w złość
-w końcu też mamy swoje problemy i nie każdy umie otrząsnąć się z nich w miejscu pracy.
Mamy przecież "swoje do zrobienia". Przed nami stoi zadanie "wtłoczenia do głowy" swym
uczniom jak najwięcej wiedzy i sprawienie, aby potrafili tę wiedzę wykorzystać jak najlepiej.
Mamy cudem spowodować, aby każde dziecko stało się otwarte na świat, żądne wiedzy,
aby chciało współpracować z grupą. Przy tym ma nie być zmęczone po siedmiu
lekcjach spędzonych w szkole i trzech następnych na zajęciach pozalekcyjnych.
Być dobrym nauczycielem w dzisiejszych czasach, to nie tylko znać
"swój warsztat" i wychowywać. Jeśli chcemy, by nasi uczniowie wyrośli na dobrych,
wrażliwych i odpowiedzialnych ludzi, musimy traktować ich godnie. Musimy "trafić"
w serca naszych uczniów, dać odrobinę zrozumienia, by było łatwiej im i nam.
Trzeba pokazać, że jesteśmy "po ich stronie". Z uczniami niepokornymi nie da się
"na siłę". O wiele więcej można zdziałać humorem (oczywiście nie wymierzonym przeciw nim samy).
Będą nam wdzięczni, choć nigdy tego nie przyznają.
Chcemy szacunku dla siebie - dajmy go też innym. I chociaż "dzieci i ryby głosu nie mają",
przyznajmy im prawo do odczuwania złości i nienawiści oraz do okazywania tego w sposób kontrolowany.
Nie namawiam do akceptowania złych zachowań, a tylko do przyzwolenia na czucie tego, co czują .
Już parę lat temu na naszym rynku pojawiła się seria książek autorstwa
A. Faber i E. Mazlish "Co powinni wiedzieć rodzice i nauczyciele. Jak mówić, żeby..." .
Gorąco ją polecam wszystkim nauczycielom, chcącym być przyjacielem ucznia.
Stosowanie rad zawartych w niej, a szczególnie w pozycji "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły",
wymaga wielkiego samozaparcia - nie jest łatwo zmienić nawyki utrwalane z pokolenia na pokolenie,
sposób wyrażania się. Chociaż omawiane tam sytuacje najczęściej dotyczą dzieci w młodszym wieku,
doskonale sprawdzają się w gimnazjum. Rady nie są skuteczne w stosunku do wszystkich uczniów i
w każdej sytuacji, ale wiele razy stosowałam je z bardzo dobrym skutkiem.
Ogromnie ułatwiły mi życie i mam nadzieję, że moim uczniom także.
*Radzenie sobie z uczuciami, którzy przeszkadzają w nauce.
Istnieje bezpośredni związek między tym, co ludzie czują, a tym jak się zachowują.
Kiedy uczniowie są przygnębieni, nie mogą się skupić, skoncentrować.
A wobec tego nie są w stanie przyswajać nowego materiału czy pracować twórczo na lekcji.
Jeśli więc chcemy, by mogli myśleć i uczyć się musimy stworzyć na lekcji miłą atmosferę.
Na niewłaściwe zachowania reagujmy stanowczo, ale z szacunkiem. Kiedy dziecko ma problem,
sygnalizuje nam to na wiele sposobów. Spotyka się wtedy z reakcją dalece odbiegającą
od oczekiwanej przez niego. Popełniamy na przykład takie błędy:
- Zaprzeczamy uczuciom dziecka ("Robisz wiele hałasu o nic. Świat się nie zawali przez to, że.....Nie przejmuj się.").
- Odpowiadamy filozoficznie ("Życie nie zawsze traktuje nas uczciwie, ale musisz się nauczyć znosić porażki.").
- Radzimy po swojemu ("Nie możesz się załamywać z takiego powodu. Spróbuj...").
- Zadajemy pytania ("Dlaczego twoim zdaniem...? Czy inni byli lepsi od ciebie? Co masz zamiar teraz zrobić?" ).
- Bronimy tego, kto rzekomo skrzywdził dziecko ("Spróbuj na to spojrzeć z punktu widzenia....Musiało mu być trudno podjąć taką decyzję.").
- Litujemy się ("Och moje biedactwo! Tak mi przykro. Tak bardzo się starałeś, ale widocznie nie byłeś dość dobry. Teraz wszyscy koledzy wiedzą. Musisz czuć się okropnie.").
- Stosujemy amatorską psychoanalizę ("Czy w ogóle wziąłeś pod uwagę fakt, że zostałeś wykluczony z drużyny piłkarskiej, bo nie wkładałeś serca w grę? Myślę, że podświadomie wcale nie chciałeś grać w drużynie, więc to wszystko było przez ciebie zamierzone.").
Blokują one chęć otwarcia się człowieka, budzą uczucie niezrozumienia.
Zamiast zaprzeczać uczuciom lepiej je nazwać. Zamiast krytykować lub udzielać rad
- potwierdzić uczucia słowem lub pomrukiem ("och", "rozumiem").Zamiast rozsądnie przekonywać
i tłumaczyć - dać dziecku w fantazji to, czego nie może mieć naprawdę. Zamiast ignorować uczucia
- zaakceptować uczucia, nawet gdy zachowanie jest nie do zaakceptowania
(to, co czujemy, nie jest przecież złe ani też nie podlega dyskusji ).
*Sposoby zachęcania dzieci do współpracy.
Istnieje kilka prostych metod zachęcania dzieci do współpracy,
a tym samym, do uzyskania pożądanych efektów i zachowań.
Zamiast szukać np. winnego bałaganu na podłodze, lepiej opisać problem
("Widzę mokrą farbę na podłodze", "Z kwiatka wylewa się woda").
Można też udzielić informacji ( "Łatwiej wyczyścić farbę, zanim zaschnie",
"Woda na parkiecie może go zniszczyć"). Trzeci sposób, to zaproponowanie wyboru
("Farbę możesz wytrzeć ścierką lub gąbką"). Można też przedstawić problem jednym słowem
lub gestem ("Farba!"), albo też opisać ,co się czuje ("Denerwuje mnie,
gdy widzę bałagan na podłodze", "Boję się, że parkiet się zniszczy").
Na "opornych" działa prośba na piśmie (sprawdziłam - skutkuje niezależnie od wieku).
W przypadku młodszych dzieci dobrze wprowadzić element zabawy - można udawać np.
, że mówi postać z bajki (moje dzieci słuchały pacynki).
Powyżej opisanych metod nie można oczywiście nadużywać, np wciąż stosować
jednej i tej samej metody - szybko się to młodzieży nudzi. Ważne jest też,
w jaki sposób się mówi, ton głosu, barwa. Nie tylko nasze słowa muszą wyrażać
szacunek i zaangażowanie, ale też postawa powinna sygnalizować: "Mam zaufanie
do Twoich umiejętności i osądów. Kiedy wskażę, na czym polega problem, będziesz
wiedział, co zrobić".
*Inne od kar możliwości prowadzące do samodyscypliny.
W książce "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły" autorki przytoczyły opinie kilku naukowców ,
poddające w wątpliwość skuteczność stosowania kar
Dr Haim G.Ginott twierdzi np, że:
Karanie nie hamuje złego postępowania. Sprawia jedynie, że winowajca jest
ostrożniejszy, gdy popełnia przestępstwo, bardziej pomysłowy, gdy zaciera
ślady, i zręczniej unika wykrycia. Kiedy dziecko jest karane, postanawia
zachowywać się ostrożniej, a nie uczciwiej i bardziej odpowiedzialnie. 1
Dr Albert Bandura mówi natomiast:
Kary są sposobem kontrolowania niewłaściwych zachowań, ale same w sobie
nie nauczą pożądanych postaw ani nawet nie zmniejszą pragnienia, by
zachowywać się niewłaściwie.2
Nie ulega chyba wątpliwości, że kara, jako chęć odwetu czy dania nauczki lub też jako chęć pokazania,
"kto tu rządzi", prowadzi tylko do krótkotrwałego ustępstwa winowajcy. Przyłapałam ostatnio ucznia
kl.II gimnazjum na rysowaniu długopisem po drewnianych narożnikach w pracowni matematycznej.
Wywołało to moją wściekłość, ponieważ pracownia została niedawno odnowiona przez rodziców mojej klasy.
Chciałam dać mu solidną nauczkę i ukarałam go zgodnie z regulaminem naszej szkoły sporą dawką ujemnych
punktów, nie
szczędząc przy tym "umoralniającego" wykładu. Tydzień później nakryłam tego samego ucznia
rysującego po obudowie kaloryfera na korytarzu naszej szkoły - z dala od mojej pracowni.
Należy oczywiście wyciągnąć konsekwencje ze złego zachowania, ale w celu wzbudzenia chęci,
by następnym razem uczeń zachował się właściwie. Jeśli np.uczeń zniszczył koledze pióro,
powinien je odkupić z własnego kieszonkowego, jeśli porysował ławkę, powinien ją wyczyścić.
Skuteczny jest w tym przypadku cały arsenał środków zastępczych:
- wskazanie metody naprawienia krzywdy,
- wyrażenie stanowczej dezaprobaty,
- określenie swoich oczekiwań,
- pokazanie dziecku, jak może się poprawić,
- zaproponowanie wyboru,
- pozwolenie dziecku doświadczyć konsekwencji jego zachowań.
Pamiętam dzień, w którym poszłam razem z moją klasą do kina. Jeden z uczniów nie był najwyraźniej zbyt zainteresowany filmem, gdyż w ciągu godziny usypał na podłodze niezłą górkę z łupin słonecznika. Naturalną konsekwencją tego faktu było oczywiście posprzątanie śmieci. Wszyscy uczniowie czekali, aż ich kolega upora się z tym zadaniem. Nigdy już więcej nie widziałam u niego słonecznika. A z uczniem tym do dziś utrzymujemy przyjacielski kontakt.
Spotykamy się w szkole z dziećmi bestialsko znęcającymi się nad słabszymi. Jeżeli ukarzemy ich w sposób nazwijmy to "wrogi", to nauczymy ich tylko jednego: że silniejsi i więksi mogą krzywdzić mniejszych i słabszych. Należy oczywiście zareagować stanowczo, wyrazić swój protest, ale z szacunkiem, by nie powodować jeszcze większej agresji. Szacunku dla drugiego człowieka można nauczyć tylko okazując szacunek.
*Sześć kroków do rozbudzenia twórczego zapału dzieci i ich zaangażowania.
Kiedy stajemy przed cyklicznie powtarzającym się problemem, dobrze jest spróbować rozwiązać
go za pomocą "burzy mózgów" Najpierw niebanalne jednak ma znaczenie wysłuchanie,
co dziecko czuje i czego pragnie. Potem dobrze jest streścić punkt widzenia dziecka
oraz wyrazić swoje uczucia jak i potrzeby. Należy następnie zachęcić dziecko do
wymyślenia różnych sposobów rozwiązania problemu, także wydających się
nieprzemyślanymi, a następnie należy zapisać je bez oceniania. Z kolei wybieramy wspólnie te,
które wydają się dobre obydwu stronom i wcielamy je w życie.
*Pochwała opisowa.
Dla wielu ludzi ( także dorosłych ) zwykła pochwała wygłoszona w sposób ogólnikowy
("Jesteś bardzo odpowiedzialny", "Jesteś najszybszy w klasie" ) jest krępująca.
Często peszy nas i uważamy, że na nią nie zasługujemy, nawet jeśli mówi o nas prawdę.
Dzieci również mają trudności z zaakceptowaniem pochwały, która je ocenia.
Czują się niezręcznie i mogą ją odrzucić lub nawet z rozmysłem zachowywać się źle,
by udowodnić, że się mylimy. Zdolność chwalenia drugiego w dzisiejszych czasach to
pożądana umiejętność. Dobra, trafiająca do ucznia pochwała musi być opisem tego,
co dziecko zrobiło ("Powiedziałeś o zbitej szybie. Trzeba być naprawdę odpowiedzialnym,
by przyznać się do winy.", "Namalowałeś tęczę. Użyłeś wszystkich potrzebnych kolorów.
Czuję się, jakbym patrzyła na prawdziwą"). Podobnie konstruktywna krytyka: powinna zawierać
w sobie opis, co jest dobrze zrobione, a co jeszcze trzeba zrobić.
Metody opisane powyżej nie są skuteczne w stu procentach ani też
dla wszystkich (każdy człowiek reaguje inaczej ). Jeżeli jednak choć
raz na dziesięć pozwolą nam wyjść ze szkolnej opresji "cało", nie raniąc przy tym innych,
rozwiązać problem lub pomóc komuś uporać się z nim, to wielki sukces.
|